Pytania, prośby, sprawy różne:) - piszemy na:
serwetkamalowane@o2.pl








free counters

rękodzieło, Handzia i koty, choć ta kolejność, zdaniem kotów, powinna być w sposób oczywisty odwrotna :
środa, 14 maja 2014
Wpis poniekąd metafizyczny

 

Wieści z frontu przedstawiają się następująco:

Klara się powiększa. Choć nie mentalnie :), ale wybaczamy jej to, wszak jest arystokratyczną pięknością. Maniery ma, kiedy chce. Czyli prawie wcale. Lata po całym domu z niegodną hrabianki prędkością. Obgryza kable, śpi nie wiadomo kiedy (nie ma przecież czasu na sen), z lubością tarmosi wszystko, co zawiera w sobie kawałek sznurka, nitki, gumki, drucika itd, wyskakuje znienacka zza. Zza czego się da.

 

 

 

 

 

 

Chwile takie jak na zdjęciu niżej zdarzają się równie często jak loty człowieka na Księżyc:

 

 

No dobrze, to teraz pora na wspomnianą w tytule prawie metafizykę.

Otóż pewnego dnia w zeszłym tygodniu, na drodze prowadzącej do naszego domu, niczym deus ex machina pojawił się on. Zenon Tulidło. Nie mieszkamy na takim zupełnym odludziu. Mamy sąsiadów zacnych, bogatych, czasowych. Czemu Zenon nie udał się do nich? Czemu nawet nie zajrzał na inne podwórka? Pewny siebie, nawet nieco zuchwały, przystojny, typowej urody, w której jednak było coś przykuwającego uwagę, skierował się wprost ku naszej furtce. I ledwo przekroczył granicę działki, już wiedziałam, że gdzieś się spotkaliśmy. Więcej, że znamy się bardzo dobrze... 

Pokazuję i objaśniam:


 

Gdzie tu metafizyka? Otóż Zenon raz, że z wyglądu podobny do Kota, Futra poprzedniego ( to znaczy głowa jest podobna. Zenon składa się bowiem z dwóch części: głowy podobnej do Kota i reszty kadłubka - zupełnie nie od kompletu, zobaczcie. Jakby mu tę głowę w pośpiechu nie do tego korpusu wetknęli),

 

 

dwa, że zachowuje się kubek w kubek jak tamten. Wiem, że to dziwne, ale tak jest. Jeszcze chwila i uwierzę w dziewięć kocich żyć...Co i rusz dębieję ze zdumienia, gdy pięciomiesięczny Zenon powiela dziwactwa Kota. Klara zachowuje się zupełnie inaczej, po swojemu, po klarciowemu, a Zenek... Zenek patrzy na mnie zupełnie jak tamten.

Tiaaa, najwyraźniej zatem Kot jeszcze z nami nie skończył... :))

Zapowiada się ciekawie, moi mili. :)

 

Pozdrawiam ( szczególnie ciepło Gryszarda, który swoim komentarzem zmotywował mnie do obfotografowania i opisania towarzystwa:)

 

czwartek, 10 kwietnia 2014
Przewaga

 

O kilku dni mamy domową przewagę formacji żeńskiej. Jesteśmy trzy - ja, Handzia i ... Klara Bursztynek - czteromiesięczna kocia blondi. Słodka do nieprzytomności.  Biszkopcik o złotych oczach. Któremu to biszkopcikowi nie sposób zrobić porządnego zdjęcia. Pozowanie: -1. Kocia panna z dzikimi miauknięciami przemieszcza się po chałupie z taką szybkością, że aparat nijak nie zdąża złapać ostrości. Nic nie wskazywało, oczywiście, że będziemy mieć aż takiego kociego urwipołcia :) Przywieźliśmy do domu przestraszone zwierzątko, które pierwszego wieczoru leżało rozpłaszczone w kuwecie, osiągając jedynie wysokość peryskopową. Drugi dzień spędziło pod szafami, co przed świętami było nawet wskazane - nie muszę wymiatać kurzu z kątów :). Trzeciego dnia ożyło, rozhukało się i tak już zostało.

 

A oto i ona, Klara:


 

lepszych fot po prostu nie ma :)

I prędko nie będzie :)

wtorek, 01 kwietnia 2014
Śpij dobrze...

 

Kocie mój - oby tam, dokąd odszedłeś, spało Ci tak dobrze jak u nas...


 

 

Piętnaście lat miarowego mruczenia, fochów cudacznych, min najśmieszniejszych, włażenia pod nasze kołdry, chowania się za firanką, wpychania szeleszczących cukierków pod dywan, zajmowania najlepszego miejsca na ogrodowej huśtawce, spania we włóczkach, chodzenia przy nodze jak pies, czekania pod sklepem, układania się nam na rękach, kolanach, głowach, brzuchach czy gdziekolwiek indziej dało się wleźć, byleby być jak najbliżej skończyło się dziś nad ranem...

niedziela, 19 lutego 2012
Toksycznie

 

Najpierw mózg z resztą człowieka zamarzał, później trzeba się było w zaspach szukać, a teraz uprawiamy  łyżwiarstwo kałużowe. W tak pięknych okolicznościach przyrody miejscówka przed kominkiem cieszy się potężną popularnością. Wszyscy domownicy palą się :), by się błogo wyleżeć i wygrzać. Oczywiście prawowitym właścicielem przestrzeni okołokominkowej w promieniu najmarniej 3 km jest Kot, który zalega przyspawany zadem do dywanu. I trzeba go obchodzić/przeskakiwać, bo na widok człowieka nie drgnie ani kłaczkiem, nie mówiąc o ruszeniu się kota właściwego. Łaskawie tylko pozwala Handzi poleżeć obok. To znaczy pozwalał, dopóki Handzia nie zaczęła regularnie prowadzać się z Tadeuszem Wielkim Pluszem. Tadzio urodę ma może i słowiańską, ale charakter mocno macho latino lover i zawsze z  galanterią służy Handzi wypchanym ramieniem i owłosioną klatą.  I tak sobie leżą Ona i Miś pospołu w ciepełku przed kominkiem i telewizorem.

A Kot wtedy strzela focha jak stąd do Ułan Bator i demonstracyjnie okazuje  gigantyczne zniesmaczenie, że coś takiego jak Tadeusz ma prawo przebywać z nim na jednej planecie.

Próba zrobienia im wspólnej fotografii kończy się zawsze taką miną:

 


Tadeuszek zadowolony jak po miodzie z wkładką, a Kot spojrzeniem truje człowiekowi rodzinę do czwartego pokolenia... :)...

Toksyczna miłość taka... :)




piątek, 13 stycznia 2012
pomoc kuchenna

 

Kot często pomaga mi w kuchni.  Pomaganie rozpoczyna się zajęciem pozycji . Miejsca gorszego wybrać już nie może. Ogon prawie wetknięty w gniazdko elektryczne, gorący czajnik w roli farelki tuż obok futrzanego dupska. A ja cała w nerwach, że zakończy się to całopaleniem. Chałupy, nie Kota przecież, ten to się zawsze wywinie. Pół blatu zawalone zwierzem, kroić nie mam gdzie, Kłak zawadza mi jak licealistom lektury. Można próbować przegonić dziada z blatu, ale kiedy wraca po raz sto dwudziesty trzeci, odpuszczam, bo jednak człowiek chciałby coś zjeść, a nie tylko uprawiać gimnastykę według schematu: zdejmij kota z blatu - obrzuć słowem parszywym -  rzuć w kota ścierką lub czym tam masz (jednak mimo wszystko nie nożem; nóż przydaje się do krojenia warzyw) -  znowu wrzaśnij. Spróbuj nie wyjść z siebie, widząc, że kot znów wlazł na blat.  Zdejmij kota - wrzaśnij ...itd.  Przygotowujemy więc żarło. Razem.

Kot, zadowolony z siebie jak zawsze (skurczyflak nigdy nie ma kompleksów, gorszych dni, chandry ani PMS), zaczyna rozmowę:

- Popatrz na mnie!

-Kot, nie teraz, jestem zajęta.

- No weeeź, warto! Paaatrz! - Mruczenie przymilne, mina spapugowana od Handzi, gdy ta chce, żeby kupić jej lody. Łapię się na to.

- Patrzę, no i?

- Jestem, co nie?

-O, Boże - pomyślałam sobie - o, Boże, kot mi się na starość psuje, rozum mu gdzieś wypadł! I gdzie ja mu teraz nowy znajdę? -  ale odpowiadam cierpliwie, wytrenowana do granic (kilkanaście lat pracy w szkole, siedmioletnie dziecko):  - No, jesteś i co?

-No, jestem piękny.

- ?

- Patrz na profil, ignorantko ty! Czajnik nie ma ze mną szans, co nie? Widziałaś jego ucho?  Wielkie i głuche. I głupie. Jak ten nowy, Tadeusz Sradeusz! No i kto jest czempionem, no kto jest czempionem w tym domu? 


 

I triumfalnie dorzuca:

-Piątka, ludzie! Joł!

 

 

- A ty... - to do mnie - ty mi się nie waż więcej zganiać mnie z tego blatu, bo przestanę się do ciebie odzywać!

- Fiat voluntas tua, Kocie, sp... adaj!


Akurat! Obiecanki cacanki!

Zdejmij kota z blatu - wrzaśnij -  rzuć ścierką - zdejmij kota...

:))


 
1 , 2 , 3