Pytania, prośby, sprawy różne:) - piszemy na:
serwetkamalowane@o2.pl








free counters

rękodzieło, Handzia i koty, choć ta kolejność, zdaniem kotów, powinna być w sposób oczywisty odwrotna :
sobota, 24 stycznia 2015
Koty - full version

 

Klara po zniknięciu Zenka stała się jakoś tak po ludzku smutna. Siedziała przy drzwiach wejściowych, jakby czekała na niego. Gdy nie wrócił, wyniosła się do do swojego domku na piętrze i spędzała tam całe dnie. Wszystkim nam brakowało Zenia, kota - przylepki. W całym domu zrobiło się dziwnie pusto...

A że natura nie znosi próżni – mamy puszystego, trzyipółmiesięcznego... Puszkinka.

 

 

I teraz jest kołowrót.

Koty „jedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanka, swawola. Ledwie karczmy nie rozwalą. Cha cha chi chi hejża hola!” - że za wieszczem zaszeleszczem.

Wersja „ Młode koty w domu 2.0” full pakiet. Ściągają obrusy, rozwłóczą motki włóczki, wyciągają odbojniki spod drzwi, turlają cukierki. Urządzają regularne łomoty i gonitwy. Droga hamowania układa się im przedziwnie – Klara jest od Puszkinka jakieś pięć kilo cięższa :), więc zanim się zatrzyma, trochę trwa. Puszkinior, glista chuda, choć obrośnięta futrem syberyjskim, sunie po tej swojej sierści gładziutkiej jak po oleju i też trochę trwa, zanim wyhamuje. W rezultacie on z wizgiem wjeżdża pod kanapę, a masywna Klara grzmoci w kanapę. Akcja się rozwija. Puszkinek bezpieczny, wysuwa łapy, żeby jednak walnąć Klarę, ta zaś cierpliwie czeka, aż mu dziki szwung przejdzie i kiedyś w końcu będzie musiał cały wyjść. Gdy tylko puchaty zwój wysuwa się spod mebla, Klara przystępuje do najazdu czołgowego. Po chwili Puszor w formie piszczącego naleśnika błaga o litość, Klara wspaniałomyślnie (choć nie bez nacisków z zewnątrz:) mu odpuszcza, i - gdy z godnością osobistą odchodzi - Puszkinek, przybrawszy już swą normalną postać trafionego piorunem futrzanego wałka, rzuca się na nią całym swym rozwianym jestestwem. I tak mogą w kółko, przez cały wieczór. I za każdym razem zabawa wydaje im się nadzwyczaj świeża, nowatorska wręcz.

 

 

Pospołu psocą, latają po meblach, grają na pianinie, włączają kuchenkę.

Łobuzeria.

Regularna łobuzeria.

:)

 

 

 

cytat z mistrza Adama, oczywiście - A. Mickiewicz: "Pani Twardowska"

Tagi: kot
11:09, sasia73 , Klara i Zenek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 18 grudnia 2014
Zenek zaginął...

 

 Zenek nie wrócił wczoraj do domu. Wyszedł rano do ogrodu. Często tak robi. Wychodzi razem z nami, gdy zbieramy się do pracy i wraca, gdy my wracamy. Czeka przy bramie wjazdowej albo usłyszawszy samochód, schodzi zaspany z bujanego fotela, który stoi niedaleko furtki...

A wczoraj go nie było. Szukaliśmy go wczoraj i dziś...

Wiem, że koty czasem znikają, nawet na kilka dni, ale Zenkowi do tej pory to się nie zdarzało...

Martwię się, bo taka mała ufna pchła. Przyjacielska przylepka, przychodzi do każdego, kto go zawoła...

 


Tagi: kot
21:40, sasia73 , Klara i Zenek
Link Komentarze (4) »
środa, 12 listopada 2014
Zenon de Compost y Gastronomija

 

Strasznie się cieszę, że czytacie mnie tak uważnie. Wasze komentarze tu, na blogu i na facebooku sprawiły, że palnęłam się z hukiem ręką białą w blade czoło.

No tak, nie napisałam przecież, że Zenon już od dawna, od wakacji bodaj, jest kotem jak najbardziej domowym. Łagodnym, cichym, grzecznym. Chorowitym - to trochę skutek bezdomności, ale robimy wszystko, żeby wyzdrowiał. Antybiotyki i inne medykamenty przyjmuje dzielnie, bez miauknięcia sprzeciwu. Ufny, towarzyski, wesoły. Trochę gapcio, Klara go zawsze wyprzedzi, zaskoczy, przestraszy, wepchnie się pierwsza. 

 Rozczula mnie ten mój Zenon, powiem Wam. Łapie za serce. Tą swoją łagodnością właśnie. To kot plasterek. Koi. Nie sposób się do niego nie uśmiechnąć, nie rozchmurzyć. A nawet nie roześmiać w głos, ponieważ Zenek ma swoje za uszami, oczywiście.

 

 

Po pierwsze straszna z niego fleja. Myje się niby, ale jakoś tak od niechcenia, ewidentnie po łebkach. Zenon de Compost to ksywa stworzona właśnie na tę okoliczność. Zawsze w paprochach, uflogany, z suchą trawą przyczepioną do ogona, jakimiś rzepami w futrze, wytarzany w aromatach prosto z kompostownika. Teraz, gdy do ogrodu wychodzi tylko na chwilę i tak wraca w śmietkach. Pisałam ostatnio, że w domu upodobał sobie kominkowy kosz na brykiet. Wiecie, jak wygląda kosz, w którym nosi się brykiet z piwnicy. Jutowa wyściółka takiego kosza jest nie do wytrzepania i nie do wyczyszczenia, pełno w niej wiórów, brykietowego pyłu, resztek drewna. Ukochana miejscówka. Jak wygląda Zenon, gdy wstanie z takiego legowiska, możecie sobie wyobrazić. :) Rozgrzany, umruczany, uśliniony, naelektryzowany transporter paprochów.

 

 

 

Po drugie odkąd Zenon jest z nami, wyspecjalizowaliśmy się w gastronomii błyskawicznej. Zaniesienie potrawy na stół oznaczać musi natychmiastowe usiąście i spożycie. Bez, że tak się wyrażę niespożywczo, zwłoki. Jakiekolwiek opóźnienie typu udanie się do kuchni po sól, ketchup, zapomnianą łyżeczkę lub niedajboże do łazienki na mycie rąk lub jeszcze bardziej niedajboże odebranie telefonu oznacza, że nie masz człowieku po co wracać do stołu. To znaczy możesz wrócić, ale tylko po to, by zobaczyć, że Zenon zdążył już do połowy zjeść twoją parówkę, zlizać masło z chleba, wychlipać zupę, wyciągnąć z tejże zupy to, co się dało na pazur nadziać.

Gdy Handzia je sama, buduje wokół talerza antyzenkowe barykady. Chwila zagapienia się w telewizor kosztowała ją już nie raz utratę posiłku. Stawia zatem ketchup na książce, przysuwa do talerza dużą butlę z napojem, duży kubek, zastawia się paterą na słodycze, układa w stos owoce. I tak ufortyfikowana, sto dwadzieścia trzy razy zdejmując kota ze stołu - "Zenon, wynocha", je. Zenon ma za sobą buddyjski trening cierpliwości, wchodzi sto dwudziesty czwarty raz i zawsze jakiś słaby punkt tych umocnień znajdzie. :)

Pracujemy nad nim niczym pozytywista nad ludem ciemnym, na razie jednak wciąż pozostając w sferze idei.

 

 

 

Udanego tygodnia, z sukcesami większymi niż moje w kwestii dobrego wychowania Zenka!

:)


piątek, 04 lipca 2014
W pewną pogodną letnią noc...

 

Pogodna letnia noc. Godzina 2.30. Księżyc srebrzy się w koronach drzew. Cały dom ukołysany. Śpią świerszcze w kominie, Handzia z Pluszem Tadeuszem, Klara w kablach ( bo przecież nigdzie nie śpi się tak dobrze jak w kłębowisku kabli, na tyłach odtwarzacza DVD, w ciasnej szafce RTV. Czy muszę dodawać, że za każdym razem, gdy Klara tam włazi, mam sugestywną wizję, że z hukiem, błyskiem i swądem szlag skutecznie trafia. Klarę. Albo sprzęt. Albo jedno i drugie). Cisza. I nagle w ten błogi spokój wdziera się świdrujący odgłos alarmu. Zrywka na równe nogi, pionizacja strażacka. Złodzieje, bandyci, ale co, gdzie, jak? Poza miażdżącym ucho dźwiękiem, żadnych oznak napadu. Która czujka sygnalizuje ruch? Weranda.  Ze zjeżonym na plecach włosem schodzimy do holu... W sumie powinniśmy wziąć maczugę jakąś czy coś, ale z tego pośpiechu jakoś niczego nie wzięliśmy... Profesjonalizm w łapaniu złodziei: -1. Zatem schodzimy do holu, otwieramy drzwi na werandę....a tam przeciąga się i rozkosznie sobie ziewa... Zenek. Minę ma jakby mówił: "-Siusiu mi się chce. Jak to miło, że wszyscy wstaliście, żeby mnie wypuścić."  "- Zenku ty!  Trzecia w nocy jest,  obudziłeś wszystkich!" Ale, zaraz, jak to Zenku, jak to Zenku?! Przecież Zenek to kot zewnętrzny! Na dworze mieszka! W zacisznym miejscu pod wysokim balkonem domu. Miejscóweczkę ma prima sort, z fotelem bujanym i mięciutkim kocykiem. (Na razie Klara i Zenek nie mogą mieszkać pod jednym dachem, ale już niedługo, po ukończeniu serii szczepień i drastycznych cięciach obydwojga tak się, mam nadzieję, stanie. Mam nadzieję, albowiem Klara intensywnie histeryzuje na widok Zenka, teatralnie fuka i syczy, i wariuje jeszcze długo po tym, jak go zobaczy. Zenek natomiast traktuje Klarę jak kolejny element ożywiony krajobrazu, co w sumie każdą kobietę doprowadziłoby do furii, a co dopiero bursztynową piękność). W każdym razie, zewnętrzny bądź co bądź, Zenuś, najwyraźniej korzystając z nieuwagi któregoś z domowników, zakradł się cichaczem na werandę, zaszył się w kątku zakamarku i usnął snem kota, któremu odpoczynek się przecież jak najbardziej należy. No, ale w końcu każdemu zachce się kiedyś siku... I trzeba wstać :)

 

 

 

Udanego weekendu!

 

Tagi: kot
10:56, sasia73 , Klara i Zenek
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 czerwca 2014
Wieczny Głód i Panna Gryz

 

Kociambry moje dwa wypełniają sobą całą przestrzeń.

Zenek czupurnie zaanektował ogrodowy fotel bujany, parapety i wszelkie chaszcze przydomowe, Klara - dom, ze szczególnym uwzględnieniem otchłani podszafkowych. Obie sztuki rosną jak na drożdżach (Klara jakby na jakichś innych drożdżach, bo jest dwa razy większa od Zenka) i wszędzie ich pełno.

Zenon Wiecznie Głodny - zjada wszystko. Wszystko mu smakuje, wszystko jest pyszne. Ciągle łazi za człowiekiem. Jakimkolwiek człowiekiem, najlepiej kręcącym się po ogrodzie i żali się głośno, jak to dawno już nie jadł, jaki brzuszek pusty. Robi oczy typu "Pogotowie dla zwierząt. Animal Planet" i  dopóki się domownicy nie kapną, że ściemnia, każdy przynosi małemu oszustowi jakieś żarełko.

 

 

 


 

Klara z kolei - po hrabiowsku fanaberyjna jedzeniowo, skubie tylko swoją wyselekcjonowaną i certyfikowaną (sic!) karmę, robiąc plebejski wyjątek dla gotowanego kalafiora i babki cytrynowej, które kradnie z talerza zwinnie jak bałucki cwaniak. Uprawia też jeszcze jeden niecny proceder. Obgryza. Siada sobie cichutko w kąciku i wcina wszystko, co sobie do tego kącika zaciągnie. Pędzelek, tylko trochę umoczony w farbie (Adam zagotowany - farba na parkiecie), okulary Adama (Adam znów zagotowany - markowe logo wyciamkane z oprawek), rogi mojego tableta (Adam oczywiście zagotowany, choć może nieco mniej niż poprzednio, bo to w końcu mój tablet, nie jego :). Tablet nie został oczywiście zawleczony do kątka. W tym przypadku góra przyszła do Mahometa. Klara niewinnie ułożyła się na stole, udając, że po pensjonarsku, jak na panienkę z dobrego domu przystało, ogląda klasykę filmu polskiego, gdy tymczasem, skorzystawszy z zapatrzenia domowników w ową klasykę, oddała się zakazanym uciechom obcowania z plastikową tabletową obudową. Pospolitych rzeczy pogryzionych, typu Handzine kredki, trampki, wieczka od rozmaitych opakowań nie zliczę. No i są jeszcze ukochane kulki z papieru - to druga namiętność Klary. Wszystko rozpoczyna się w momencie przyjazdu człowieka z pracy do domu. Wtedy to człowiek otwiera skrzynkę na listy i wyjmuje wielbiony przez Klarcię półprodukt. Surowiec do produkcji najcudowniejszej zabawki pod słońcem - papierowej kulki. Najlepsze kulki powstają z kopert - te mają grubszy niż zwykła kartka papier i na ogół foliowe "okienko", które szeleści rozkosznie. A już najfajniej jest, gdy kulkę wepchnie się w dziwne miejsca, na przykład do reklamówki. Rozkoszny szelest do kwadratu.

 

 

 


 

 

 

Trzymcie się, Kochani! Niech nam weekend upływa, jak kotom moim, na uciechach i rozkosznych szelestach! :)

 

 

 

Tagi: kot
08:40, sasia73 , Klara i Zenek
Link Komentarze (5) »